Zbyszek

Biebrzanska Wyprawa

1985 r. – 1990 r.

Kapitan Wielki Malej Zeglugi Szuwarowo Bagiennej.

Nasza pierwsza wyprawa na Biebrze zaczela sie w Augustowie. Gdzie zwodowalem w malym baseniku, nasz pierwszy zaglowiec Inkie ktoremu nadalismy imie "ZEWiK". Był kiedys „ZEW MORZA” a ze nasza nieduza dostala nazwe od naszych inicjalow Zbyszek Ewa Walder no i nasze malenstwo Krzysiu.

 Miejsce to nazywalo sie Augustow Port. Podroz nasza do Augustowa zaczela się bez duzych przygod. W Elblagu zatrzymalismy się u Cioci Heleny i Wojka Feliksa Dettlaf na kilka minut. Dalej trasa przebiegala bez większych przygod.

Krotko przed Orzyszem zaczelo telepac. Przyczepka. Zatrzymalismy się i okazalo się ze silnik Malucha i Hak holowniczy trzymaja się na kilku centymetrach blachy. Pomalu dojechalismy do Orzysza  była niedziela. Ktos skierowal nas do miejscowego Kowala, który okazal się wodniakiem wynalazca, przerabial silniczki do wieczora wyspawal obrazenia naszego malego fiacika. Po zakonczeniu pracy wieczorem przyniesli mi szklanice swojskiego Koniaku, no coz musialem dotrzymac im kroku na szczescie skonczylo się na tej jednej szklaneczce i rano moglismy ruszyc dalej do Augustowa. Nigdy w moim zyciu nie pilem tak mocnego alkocholu. Wyjezdzajac z Orzysza minelismy BANK do którego omalo się kiedys nie wlamalem, gdy moja jednostka udawala się na poligon Orzysz.

Przy wyjezdzie z dworca , kierujacy ruchem w nocy Kpt. Ciapciak przy wyjezdzaniu na glowna ulice pokazywal mi tak ze mój czolg T-54   znalazl się na progu BANKU. Po zwodowaniu w malym baseniku, o szumnej nazwie Augustow Port, okolo 3 po poludniu odjechalem odwiesc przyczepkie i Malucha do Wygryn, gdzie mial swoja baze mazurska Kpt. Czeslaw Rozanski (slynny z Buntu zalogi na S/Y LEGIA udajacy się na 2000 do Nowego Jorku) . Nie przewidzialem sytuacji jaka nastapi. Wedlug moich przewidywan powinno mi to zajac 4-8 godzin.

Zostawilem Ewe z Krzysiem na pokladzie samych, Jechalem szybko po drodze ukwieconej girlandami kwiatow; jakis Biskup z obrazem Swietym Matki Boskiej Czestochowskiej przechodzil tamtedy. Czas mijal Podwiozlem po drodze jakas dziewczyne do stacj w Grajewie. szybko zapadala ciemnosc. Wieczorem zajechalem do Pisza gdzie mieszkal znajomy naszych rodzicow pan Waclaw Stanislawski z Zona, ktory po wojnie  ukrywal sie u naszej Babci, byl w “Bandzie” Majora Lupaszki. Zajechalem do ich mieszkania przy rynku. Mial miejsce w ktorym moglem pozostawic nasze wehikuly, lecz zbyt oddalone, na dzialkach synow.

Postanowilem kontynuowac podroz do Rucianego. Zapadla noc minolem most rozdzielajacy Jeziora, wjechalem w las, skrecilem na most, czy sluze w prawo. Dlugo jechalem lesna szosa az zobaczylem po lewej stronie swiatla jakichs zabudowan. Zatrzymalem sie otworzylem bramkie, udalem sie w strone domku i zapukalem , Otworzyla mi drzwi mloda Dziewczyna. Zabladzilem, czy moze mi pani pomoc jak trafic sie do WYGRYN. Jak pan tu wszedl? nie pogryzly pana PSY?.

Ja sie nie bardzo orientuje w okolicy ale sa tu lepsi . zaprosila mnie do srodka. Pokoj z kominkiem, i szablami nad nim,  oraz gleboki fotel w ktorym siedzial bardzo szczuply i wysoki facet znany ze sprawozdan pilkarskich.

Chyba to był Bogdan Tomaszewski.

Dziewczyna podala mi drinka.

Widze go jak siedzi w glebokim fotelu. wskazal mi drogie na mapie, i dziewczyna odprowadzila mnie do samochodu. Musialem zawrocic. Zajelo mi to moze pol godziny, przejechalem sluze wjechalem w las, Po krotkim czasie okolo godziny 12 dojechalem do WYGRYN, na poboczu siedziala “MILA MLODZIERZ” krora oczywiscie znala ich , i ktora ochoczo wskazala mi drogie do motorowki mojego sasiada Czeska. musialem cofnac i ruszylem do gospodarstwa ktore bylo juz nie zbyd daleko. wjechalem w waska wiejska drogie pod brame. Spytalem sie o Czeska.

Mialem pecha nie tu.

Malzenstwo w klotni, dlugo musialem prosic nim otwarto brame i pozwolono mi zawrocic na podworzu. droga byla zbyt waska aby wycofac, zajelo by mi to chyba do rana. Wrocilem do miejsca gdzie spotkalem “mila” i dowcipna mlodziez. juz nikogo nie bylo! Bylo Juz po Polnocy. Przekroczylem wzgorek, zobaczylem jezioro, naprzeciwko przy brzegu stala zacumowana motorowka Rozanskich. Zapukalem, po chwili ukazala sie twarz Wandy, zaprosila do kajuty. gdzie posililem sie i polozylem sie spac. Bylo gdzies kolo 1 szej, okolo 7 rano mam pociag do Augustowa. Obudzono mnie, Czesiek odpalil silnik: musialem isc na dziob aby dociazyc, lodz szla w Powietrzu, doszlismy do sluzy. uslyszalem Gwizd dojezdzajacego pociagu relacji Gdynia Augustow, Biegiem ruszylem, dotarlem na peron pociag juz ruszyl. Na szczescie za jakies pol godziny nialem PKS ktory przybyl godzine wczesniej niz pociag.

Moi czekali na mnie, w nerwach. Ewa opowiedziala jak zacumowala jacht na srodku basenu.   Cala noc nie spala, swiecila swiatlo i spiewala a pies Rapa mlody szczeniak wyl do wtoru, aby myslano ze jest ich wiecej w kajucie. BYLA BARDZO DZIELNA, tym bardziej ze kuzyn Krzysztof Zagierski, ktory byl ojcem chrzestnym Krzysia bral slub w Augustowie i zaginal w Horoszczy. Wreszcie WYRUSZYLISMY! z Basenu, Mimo wielu rejsow, pierwszy raz na silniku. No niestety przez jakis czas mialem problemy na jeziorze, Ja w prawo Lajba w lewo.

Cudem udalo mi sie dotrzec do sluzy Augustow. Wejscie na kanal Augustowski. Bylem przerazony gdy z bokow kanalu mlodziez skakala pod ZEWiKa, a ja sterowalem w inna strone niz planowalem. Dotarlismy do miejsca gdzie kanal Augustowski rozstawal sie z jeziorami i slynna Rzeka Raspuda Na dwa nurty, Kanal; prosta aleja Wysadzana drzewami, kilka sluz? Netta dzika rzeka ? Wybralismi Nette. Jakis Czas Wszystko szlo dobrze, az dotarlismy do olbrzymiego rozlewiska bardzo plytkiego i bardzo zarosnietego, Silnik i wiosla byly do niczego, odwrot, pod niewielki prad praktycznie by zajal cale wakacje. Wybralem przejscie na kotwicy. Ryzyk Fizyk. Nie bylo daleko, kilkaset metrow. Rzut kotwica, przyciagniecie, zebranie liny rzut, przyciagniecie, I tak kilka set razy. zapadal wieczor Komary powitaly nas. Drugi dzien; plyniemy juz czysta rzeka szerokosci kanalu raduni pod Orunia, w pewnym miejscu na wysokosci nadbudowki naszej Inki zawiesza sie olbrzymia Sosnowa belka, nie wiem co zrobic? Gdybysmy obciazyli piaskiem lub kamieniami ZEWIK nabral by wody przez Skrzynie Mieczowa. Na lewym brzegu przyszedl jakis Facet, Rolnik? Powiedzial mozecie Zzucic ten most do wody , co po wielu wysilkach bez jego pomocy udalo sie zrobic. "PEWNIE JAKIS KARGUL. " po krotkim splywie Rzeczka przecinala wzgorze, zatrzymalismy sie w malowniczym zakatku przy lewym brzegu, gdzie zjedlismy posilek, probowalem zlapac rybe ale nic nie wyszlo. KAPITAN "czyli JA" wydal ROZKAZ: Cumy RZUC!. Rzeka skrecala w lewo , po prawej widac bylo jakies gospodarstwo, za chwile rzeka zaczela sie gwaltownie zwezac przecinajac wzgorze po bokach silnie zarosnieta. W pewnym momencie ZEWiK zatrzymal sie , przed dziobem wyrosla sterta Galezi.

Zostalem zmuszony do oczyszczanie koryta NETTY, w tym miejscu nie byla szersza niz 5 - 7 metrow . Po bokach silnie porosnietych krzewami Olszyny i Wikliny. Oczyscilem. Zewik mimo mocnego pradu i malego zanuzenia, nie mial zamiaru ruszyc, zaczalem sondowac dno.  Zszedlem dno opadlo w dol pod moim Ciezarem, po kilku probach okazalo sie ze NETTE przegradzaja jakies WROTA od Stodoly. Udalo sie. Moment Ja na Wrota ZEWiK do przodu, wrota w Dol, wrota w gore ja na wrota, wrota w dol ZEWik do przodu po kilku takich cwiczeniach udalo sie minac wzgorze AMAZONKI Jak to nazwalismy. dalej NETTA plynela juz spokojnie, pomiedzy szuwarami, trzcinami i palkami wodnymi. krotko przed ponownym polaczeniem sie z kanalem AUGUSTOWSKIM, natknelismy sie na most i gospodarstwo na lewym brzegu. Krzysiu poszedl wyprosyowac nogi. Szybko powrocil SWINIE z gospodarstwa gonily za nim, (prawdziwe SWINIE nie gospodarze). Po zboczeniu w prawo wrocilismi na kanal AUGUSTOWSKI, Ktory powital nas aleja prosta na kilka kilometrow, oraz PLOTAMI. Ploty ploty i ploty. Szybko zapadal wieczor , dotarlismy do POLKOWA na prawym brzegu kanalu. " Po latach okazalo sie ze mojej kuzynki JaNiny partner zyciowy Piotr S. byl tu nauczycielem. Ja jak zwykle poszedlem do klubu wiejskiego. Rano poplynelismy do ostatniej sluzy na kanale Augustowskim, Debowo. Nie wiem po co sa te sluzy , ta byla kompletnie Rozwalona tak ze musielismy ZEWiKa przeciagac, pamietam ostatni sluzowy mieszklal na prawym brzegu. Zaraz po opuszczeniu sluzy z lewej strony pomiedzy szuwarami ukazal się nurt naszej Biebrzy, która skrecala w tym miejscu polaczenia wod raspody czarnej hanczy, plynacych kanalem Augustowskim, na poludnie.

Przed nami roztaczal się widok na cala doline Biebrzy . WRESZCIE!!!! nasza wymazona BIEBRZA.  Zakola, Zakola Zakola. Na poludnie zachod, wschod, polnoc tam i z powrotem, Pierwsza noc na Biebrzy. Pierwsze komary. Poranek: na Poludniowym wschodzie widac wzgorza , na ktorych znajduje sie miasteczko Goniadz. Doplywamy  blisko , nagle Biebrza zmienia kierunek . widzimi kilka namiotow ktore oplywamy z roznych stron. Biebrza wcina sie gleboko w bagnach tak ze z pokladu nie wiele widac. w pewnym momencie spotykamy sie z wyprawa jacht klubu Marynarki Wojennej Kotwica. Czesiek nazeka ze maja ze soba Ciamajde, i go zgubili. Po doplyniecia do Goniadza Okazalo Sie ze Ciamajda Jest Pierwszy. Poplynal cienka struga na wprost, podczas gdy inni trzymali się glownego nurtu Biebrzy.

Na stromym wzgorzu miasteczko Goniadz, na samej skarpie restauracja i piwo Bialostockie.
Zbyszek Walder

Z tarasu restauracji rozlegal sie wspanialy widok na doline Biebrzy. Po wyplynieciu z Goniadza minelismy mosty kolejowy i drogowy w poblizu Osowca. na lewym dworzec kolejowy i Twierdza Osowiec z kilkoma zabudowaniu. Wlasciwy Osowiec na prawym brzegu Biebrzy, okolo kilometra. przy drodze do wioski ruiny Bunkrow. Po przeplynieciu kilometra zatrzymalismy sie na noc, wplywajac do jakiegos doplywu, na prawym brzegu kanal Rudzki. byl wysoki stan wody tak ze wygladalo jak jakies jezioro, w oddali zauwazylem jakies gospodarstwo. rano ruszylismy dalej. Bardzo szybko doplynelismy do zakola rzeki, gdzie po lewej stronie było duze jezioro powstale, na starorzeczu. Z pieknym piaszczystym polwyspem miejsce to nazywalo sie Palowa jama, kiedys byl tu most z tad ta nazwa. W tym miejscu na rzece utworzyl sie olbrzymi wir Zatrzymalismy się , cos przegryzlismy i w drogie. Rzeka w pewnym miejscu skrecala w lewo, a w prawo cienki row, ktory po kilku latach utworzyl nowe koryto Biebrzy. W ten sposob miejscowi przekopujac cieniutki row , powiekszaja swoje Laki. (Spotkalem się z tymi rowami kilka razy) Po krotkim czasie rzeka zatoczyla luk w prawo, rozciagala sie tu piaszczysta plaza, postanowilismy zatrzymac sie tu na noc. Lapalismy kielbie i raki.   Nie daleko na lewym brzegu byl wysoki Stog siana, na ktory Krzysiu sie wspinal. Miejsce to nazwalismy wyspa Robinsona. Tu nawiazalismy pierwsze znajomosci z Wlodarzami tych ziemi. Spedzilismy tu trzy dni. Nastepnym etapem bylo Uroczysko Mscichy. Plynac napotykalismy sciete przez bobry drzewa, które na szczescie bez większych problemow udalo się omijac.

Ktoregos dnia uslyszelismy wybuchy w gorze rzeki, po jakims czasie zaczeplynac duze pokaleczone jazie. Krzysiu wybral kilka z nich podbierakiem, mialy zolte mieso pokiereszowane przez wybuchy, jeszcze drgaly. Do wioski Mscichy, prowadzi grobla okolo 5 kilometrow. Widzielismy z daleka jakiś pozar , slychac było z oddali syreny Lato bylo upalne, w powietrzu bzyczenie Gzow w dzien, wieczorem Komary. zdecydowanie zapamietalem najbardziej ciecia Gzow. takie duze czarne muchy, gryzly bardzo bolesnie. Noce były piekne gwiazdziste od czasu do czasu spadaly meteoryty. Ognisko skwierczalo wyzucajac co chwile nowe gwiazdy. Z oddali dobiegal nas noca, loskot pociagu przejezdzajacego przez most w Osowcu. Od czasu do czasu, noca odwiedzali nas miejscowi Indianie (tak nazywalismy mieszkancow okolicznych lak i bagien), Polujacy noca na sumy kaczki z Brodniami, Klodniami Oscieniami Oraz reflektorami. Plywali na waskich czolnach stojac i odpychajac się dragiem. Pozniej mialem kilka przygod z nimi, ale to już inne splywy. Gdy już poznawano mnie, i zaufano tak ze moglem obserwowac ich tajemnicze wyprawy. Po 2 dniach zaczelismy się zblizac do brzegu po lewej stronie, minelismy ujscie Wissy. Zatrzymalismy się na Gradzie naprzeciwko Mocarzy gdzie miejscowi ukladali kopce siana. Było ich bardzo dużo tego roku. Miejsce było na prawym brzegu,  na prawo odchodzil kanal starorzecza. Nastepnego dnia wplynelismy w okolice ze stroma skarpa po na prawym brzegu, gdzie pod wieczor, widzielismy stada krow przeprawiajacych się przez rzekie, powracajacych z bagna Lawki. Nastepnego dnia, dotarlismy do Burzyna gdzie nad rzeka poznalismy rodzine z Lomzy; Haline i Waldka Pogorzelskich, ktorzy mieli domek nad Biebrza . Dzieci z Burzyna bawily sie z Krzysiemw w malym zakolu. Pozwolilem im skakac z ZEWIKa w nurt rzeki.

Tu nad brzegiem Biebrzy, po raz pierwszy, zauwazylem mlodego chlopaka który stal nad brzegiem, kolyszac się. Wkrotce widzialem kilku innych , stali nad brzegiem kolyszac się, zapatrzeni w dal. Znajomi powiedzieli ze jak byli mali, rodzice idac w pole do pracy dawali im zupe Makowa, która wplynela na ich rozwój. Nastepnego dnia wyruszylismy wzdluz skarpy nadbiebrzanskiej która plynela już coraz miejszymi zakolami jakby po twartszym gruncie. Tak dotarlismny do miejsca gdzie wody Biebrzy zlewaly się z wodami Narwi. Most Drogowy i za chwile Wizna. Tu w 1939 roku w okolicy Strekowej Gory rozegrala się jedna z najciezszych bitew września tu oddal swe życie Kpt. Wladyslaw Raginis popelniajac samobojstwo aby nie poddac się Niemcom. To tu w Wiznie historia tych terenow laczy się z historia mojej rodziny, W Wiznie w 1897 roku w rodzinie Zydowskiego mlynarza urodzil się chlopiec, ktoremu nadano imie Icek Boruch Farbadowicz. Był bardzo zdolny ale został bandziorem który otrzymal imię Urke Nachalnik. Po 15 latach spedzonych w wiezieniach został pisarzem który pisal opowiadania z bandyckiego swiata. Ktoregos dnia wpadla mi w rece jedna z jego ksiazek. Opisal tam swoje życie w Lomzy i zlodziejskie wyprawy w pewnym momencie opisuje jak to kradli konie i tu jego ksiazka laczy się z opowiadniami naszej Ukochanej Babci Jozi Stroniawskiej, która opowiadala podobne historie o Zydach. , tym bardziej ze sama posiadala piekna parę koni za ktore oddal życie dziadek Jozef Stroniawski ratujac je z plonacej po uderzeniu pioruna stodoly . Było to w 1924 roku na kilka miesiecy przed urodzeniem się naszej mamy Agaty, w Szczepankowie. W okolicy Wizny, minelismy faceta splywajacego tratwa zbudowana na plastikowych beczkach, po jakims czasie Narew skrecila w prawo wylewajac sie na pola. weszlismy na mielizny. wiele razy musialem spychac ZEWiKa. Dotarlismy do ujscia malej rzeczki Gac na lewym brzegu, w który pluskalo się tysiace malutkich srebrnych rybek. Spedzilismy tu noc. Nastepnego dnia po lewej burcie zamajaczyly wzgorza Krolowej Bony, ktora niedaleko Lomzy ukryla w tym wzgorzu olbrzymie skarby . gdy to opowiadalem wszyscy sie bardzo bali, (Sam mialem ciarki na grzbiecie. gdy to im zmyslalem). Rano mijajac wedkarzy na lodziach, dotarlismy do Lomzy. Na lewym brzegu byl jakis klub z laweczkami i przystani dla wodniakow . Przenocowalismy tu. Rano po posilku przy keji udalismy sie w dalsza drogie. Po minieciu mostu drogowego zaczelismy miec problem z kaskadami.  Był bardzo niski stan wody. Skalki wychodzily na wierzch. Na szczescie Zewik mial bardzo male zanuzenie ale w pewnym momencie musialem zepchnac go. Narew plynela szeroka dolina, pomalu przechodzac w wawoz i piekne starorzecza na ktorych towazyszyly nam Czaple. W ktoryms miejscu na brzegu zobaczylismy rozwalone bunkry i pomnik jakiejs bitwy. I tak doszlismy do nastepnego punktu naszej wyprawy .

Na lewym brzegu Narwi wysoki brzeg, ponizej którego na samym brzegu Narwi znajduje się Skansen ze starymi zabudowaniami gospodarskimi. Naprzeciwko skansenu ujscie rzeki Pisy, ktora planowalem dojscie do Rucianego. Niestety czas wakacji konczyl się, nie starczalo już czasu. Opuscilismy Narew wplywajac w Pise. Po kilkuset metrach pod prad zdecydowalismy się spedzic tu noc na prawym brzegu Pisy. (Ciekawe moje pierwsze Mazurskie wakacje kilkanascie lat wczesniej zakonczyly się nad Pisa w której się kapalismy, gdzie poznalem jednego z bohaterow pana Jeromin, zwanym mazurskim kapitanem Klosem, u którego w domu spedzilem parę wieczorow, z tamtejsza mlodzieza, )( kiedys opisywal jego historie tygodnik Panorama Polnocy). Jedna mlodziez po wakacjach odwiedzila Naszego kuzyna Romana. Z tylu za nami widoczny drewniany most na Pisie. Blisko nas znajdowal się most drogowy na Narwi. Tuz przed zachodem slonca w przed wieczornej ciszy poszlismy za Narew na lewy brzeg, gdzie na wysokiej skarpie znajdowal się pomnik z ustawionym czolgiem T-34. Krzysiu mial frajde wdrapal się na niego. Ze skarpy roztaczal się malowniczy widok na doline Narwi. Cisza tuz przed zachodem slonca. Tylko w powietrzu nieustanne brzeczenie komarow. Koniec Sierpnia, dla nas koniec cudownych wakacji. W dole, za mostem widac kilka jachtow splywajacych z Mazur . Cisza , przepiekne ciemnozielone wyspy na Narwi. Zachod slonca. Nigdy tego nie zapomne. Nowogrod centrum Kurpiowskie slynie terz z kopalnego Bursztynu. Rano z Krzysiem pojechalismy po samochód PKS em. Po poludniu zaladowalismy Zewika na Przyczepkie i bez większych przygod wrocilismy do Gdyni.

Kapitan Wielki Malej Zeglugi Szuwarowo Bagiennej. ZW.
Dzielo to nie podlega zadnej krytyce tak zwanych Akademi nagrody Nobla czy innych dobrodarczyncow.